Relacje między Stanami Zjednoczonymi a Hiszpanią uległy zaostrzeniu po tym, jak prezydent Donald Trump zagroził wycofaniem amerykańskich wojsk z terytorium Hiszpanii. Spór dotyczy wydatków na obronność, polityki wobec Iranu oraz roli Europy w strukturach NATO.
Napięcia te należą do najpoważniejszych publicznych tarć między sojusznikami NATO od lat.
Na terytorium Hiszpanii znajdują się istotne amerykańskie obiekty wojskowe w Europie, w tym baza morska Rota i baza lotnicza Morón, wykorzystywane w działaniach operacyjnych na Morzu Śródziemnym, w Afryce Północnej oraz na Bliskim Wschodzie.
Spór zaostrzył się po powrocie Trumpa do władzy, gdy zaczął on wywierać silną presję na państwa europejskie, by znacząco zwiększyły wydatki na obronność, wykraczając poza dotychczasowy próg 2% PKB w ramach NATO.
Hiszpania przyspieszyła wzrost wydatków wojskowych, osiągając poziom 2% PKB w 2025 roku, czyli cztery lata wcześniej niż planowano, jednakże napięcia z Waszyngtonem nie ustąpiły.
Podczas szczytu NATO w czerwcu 2025 roku państwa sojuszu uzgodniły nowy cel - 5% PKB do 2035 roku. Madryt sprzeciwił się temu podejściu i uzyskał elastyczność, argumentując, że może spełniać wymagania obronne przy wydatkach na poziomie około 2,1% PKB.
Premier Pedro Sanchez podkreślał, że europejskie bezpieczeństwo powinno opierać się na zasadzie „lepszego wydawania” i „wspólnego wydawania”, a nie jedynie zwiększania budżetów obronnych. Ostrzegał także, że tak wysoki cel mógłby zagrozić hiszpańskiemu modelowi socjalnemu.
Według Eduarda Solera Lechy z Autonomicznego Uniwersytetu Barcelony, różnice między Madrytem a Waszyngtonem nie oznaczają sprzeciwu wobec NATO jako takiego. Jak podkreślił w rozmowie z agencją Anadolu, Hiszpania w sytuacjach kryzysowych wspierała sojuszników, a obecne spory wynikają raczej z rozbieżności politycznych i krajowych uwarunkowań.
Napięcia dodatkowo pogłębiła odmowa udziału Hiszpanii w amerykańsko-izraelskich atakach na Iran. Według doniesień część Pentagonu była niezadowolona z faktu, że Madryt nie udostępnił baz Rota i Morón do operacji związanych z konfliktem oraz ograniczył przeloty wojskowe w regionie.
Trump w odpowiedzi zagroził Hiszpanii konsekwencjami gospodarczymi. W wystąpieniu w Białym Domu w marcu określił ją jako „okropną” i sugerował ograniczenie relacji handlowych. Sam stwierdził również: „Nie chcemy mieć nic wspólnego z Hiszpanią”.
Madryt utrzymał jednak swoje stanowisko, sprzeciwiając się zaangażowaniu w konflikt, co wpisuje się w jego politykę antywojenną.
Jednocześnie władze Hiszpanii podkreślają, że relacje handlowe z USA odbywają się głównie na poziomie Unii Europejskiej i nie uległy większym zmianom mimo napięć politycznych.
Ekspert ds. globalnego zarządzania Waya Quiviger z IE University oceniła, że obecne napięcia mają charakter wielowymiarowy — obejmują kwestie krajowe, transatlantyckie i wewnątrzeuropejskie. Zauważyła także, że w Europie rośnie dyskusja o zależności od USA i o tym, czy państwa powinny automatycznie dostosowywać się do amerykańskiej polityki bezpieczeństwa.
Podobnie Soler Lecha wskazał, że stanowisko Madrytu odzwierciedla sprzeciw wobec coraz bardziej nieprzewidywalnej polityki USA. Jak podkreślił, Hiszpania nie zamierza działać w logice bezwarunkowego podporządkowania decyzjom Waszyngtonu.
Hiszpański minister spraw zagranicznych Jose Manuel Albares zaznaczył niedawno, że Europa musi wzmacniać własne zdolności obronne, aby ograniczyć niepewność wynikającą z przyszłych decyzji USA. Jak powiedział: „Nie możemy codziennie budzić się z pytaniem, co zrobią Stany Zjednoczone”.
Pojawiają się również spekulacje, czy Hiszpania mogłaby zostać objęta sankcjami w ramach NATO, w tym ograniczeniem współpracy wojskowej lub zawieszeniem w strukturach sojuszu. Analitycy oceniają jednak takie scenariusze jako mało realne.
Quiviger podkreśliła, że NATO nie posiada formalnych mechanizmów wykluczania państw członkowskich, a obecne napięcia dotyczą przede wszystkim podziału obciążeń i strategicznych priorytetów.
Zaznaczyła również, że spory wśród sojuszników nie są czymś nowym i w przeszłości NATO mierzyło się już z różnicami zdań m.in. w sprawach Iraku, Libii, Rosji czy finansowania obronności.
Szerszy kontekst obejmuje rosnącą presję USA na europejskich sojuszników. Trump krytykował już wiele państw za zbyt niskie wydatki obronne, groził cłami oraz kwestionował dotychczasowe zobowiązania USA wobec Europy. Pentagon zapowiedział niedawno redukcję części wojsk w Niemczech i wstrzymanie planowanej rotacji żołnierzy w Polsce.
Według Quiviger powtarzające się napięcia mogą przyspieszyć europejskie dyskusje o większej autonomii obronnej, choć Europa nadal nie dysponuje wystarczającą spójnością polityczną ani potencjałem przemysłowym, by osiągnąć pełną niezależność.
Ekspertka podkreśliła, że w przewidywalnej przyszłości bezpieczeństwo Europy nadal będzie w dużym stopniu zależne od USA, a NATO pozostaje kluczowym filarem stabilności.
Soler Lecha dodał, że powrót Trumpa jedynie przyspieszył debatę, która w Europie toczyła się już wcześniej w sprawie suwerenności i przyszłości relacji transatlantyckich.
Quiviger ostrzegła jednak, że jeśli spory o wydatki obronne przerodzą się w głębsze konflikty dotyczące strategii i przywództwa, może to stopniowo osłabiać zaufanie między sojusznikami.
„NATO funkcjonuje ostatecznie nie tylko dzięki potencjałowi wojskowemu, ale także dzięki konsensusowi politycznemu” – wskazała.
























