W środę Wielka Brytania wezwała rosyjskiego ambasadora, reagując na – jak określono – „trwające ataki na Ukrainę oraz naruszenia przestrzeni powietrznej NATO”.
Rzecznik brytyjskiego MSZ poinformował, że rozmowa z rosyjskim dyplomatą miała na celu „stanowcze” potępienie tego, co Londyn uznaje za „poważną eskalację” działań Moskwy.
Podkreślono, że ranienie niewinnych cywilów na terytorium państwa NATO jest nie do zaakceptowania i jednocześnie stanowi przypomnienie zagrożeń, z jakimi codziennie mierzą się ukraińscy cywile.
W oświadczeniu zaznaczono również, że Rosja w dalszym ciągu wykazuje „jawne lekceważenie” dla życia cywilów, prowadząc zmasowane ataki dronowe i rakietowe na Ukrainę, a jednocześnie stwarzając zagrożenie dla państw sąsiednich.
Brytyjskie MSZ oceniło także, że niedawne ostrzeżenia o konieczności opuszczenia Kijowa przez dyplomatów były „nieodpowiedzialne i nieuzasadnione”. Londyn podkreślił przy tym, że stoi po stronie Ukrainy, Rumunii oraz wszystkich sojuszników z NATO i będzie bronił każdego skrawka terytorium Sojuszu.
W piątek rumuńskie władze poinformowały, że rosyjski dron uderzył w dziesięciopiętrowy blok mieszkalny w miejscowości Gałacz. Tego samego dnia Rumunia wezwała rosyjskiego ambasadora w Bukareszcie, a prezydent Nicușor Dan zapowiedział zamknięcie rosyjskiego konsulatu generalnego w Konstancy oraz uznanie konsula generalnego za persona non grata.
W reakcji na incydent prezydent Rosji Władimir Putin wezwał Rumunię do przeprowadzenia dochodzenia, wskazując jednocześnie, że ukraińskie drony wcześniej naruszały przestrzeń powietrzną Finlandii, Polski oraz państw bałtyckich.











