Przedstawiciele obu głównych partii politycznych w Stanach Zjednoczonych wyrazili zdecydowane niezadowolenie po decyzji Pentagonu o anulowaniu planowanego rozmieszczenia kilku tysięcy amerykańskich żołnierzy w Polsce.
Według informacji przekazanych przez TVP World, decyzja zapadła po potwierdzeniu, że sekretarz obrony Pete Hegseth zatrzymał standardową rotację około 4 tys. żołnierzy z Teksasu, którzy mieli rozpocząć dziewięciomiesięczną służbę w Polsce.
Rzecznik Pentagonu Sean Parnell zapewniał, że decyzja została podjęta w ramach szerokiego i wieloetapowego procesu analitycznego, odrzucając sugestie, jakoby była nagła.
Wyjaśnienia te spotkały się jednak z ostrą krytyką ze strony amerykańskich polityków. Republikański kongresmen Don Bacon podkreślił, że polskie władze nie zostały wcześniej poinformowane o zmianie, określając sytuację jako „policzek” dla Polski i państw bałtyckich.
W piątek podczas przesłuchania Komisji Sił Zbrojnych Izby Reprezentantów Bacon otwarcie skrytykował sposób działania Pentagonu. Zastrzeżenia zgłosił również przewodniczący komisji Mike Rogers, który zaznaczył, że Kongres nie został właściwie poinformowany o decyzji.
Demokrata Eugene Vindman zasugerował, że ruch Pentagonu może naruszać amerykańskie prawo, przypominając, że Kongres ustalił minimalną liczbę obecności wojsk USA w Europie oraz wymóg raportowania takich zmian.
Podobne stanowisko zajął Adam Smith, jeden z czołowych polityków Partii Demokratycznej, który uznał decyzję za wyjątkowo rozczarowującą i potencjalnie niezgodną z prawem.
Premier Donald Tusk zapewnił w piątek, że zmiany mają charakter wyłącznie logistyczny. Podkreślił, że otrzymał gwarancje, iż decyzja nie osłabi zdolności odstraszania ani bezpieczeństwa Polski.
Szef polskiego rządu zaznaczył również, że sytuacja pozostaje pod pełną kontrolą.
Polska odgrywa istotną rolę w strukturze bezpieczeństwa NATO, szczególnie w kontekście trwającej wojny Rosji przeciwko Ukrainie oraz wzmacniania militarnej obecności sojuszu w regionie.



















