Jak wynika z informacji przekazanych przez Polską Agencję Prasową, powołującą się na wywiad udzielony dziennikowi „Aftenposten”, premier Jonas Gahr Store przyznał, że dotychczasowe podejście do bezpieczeństwa energetycznego opierało się na błędnych założeniach.
Szef rządu wyjaśnił, że jako kraj wydobywający surowce Norwegia polegała na ciągłości produkcji oraz bliskości własnych rafinerii. W okresie stabilnej sytuacji uznawano to za wystarczające zabezpieczenie, co skutkowało utrzymywaniem stosunkowo niskich zapasów paliw.
Sytuacja zmieniła się wraz z wybuchem wojny na Bliskim Wschodzie, która doprowadziła do blokady cieśniny Ormuz i gwałtownego wzrostu cen ropy. Wydarzenia te uwidoczniły niedobory infrastruktury związanej z magazynowaniem gotowych paliw w Norwegii.
Jak zauważają norweskie media, mimo że kraj osiągnął w marcu 2026 roku rekordowe dochody z eksportu ropy i gazu, nie jest w stanie zapewnić pełnej stabilności dostaw na rynku wewnętrznym.
Norwegia jest istotnym dostawcą surowców energetycznych dla wielu państw europejskich, w tym Niemiec, Wielkiej Brytanii oraz Polski.





